Wczoraj do ciebie nie należy. Jutro niepewne... Tylko dziś jest twoje. Jan Paweł II

Wpis 40 - Zdarzenia i zderzenia

Moje zdarzenia z ostatnich miesięcy i zderzenia z instytucjami...

12-09-2019 228

W początkowych dniach sierpnia br. uległem wypadkowi we własnym mieszkaniu: w trakcie ćwiczenia na steperze skrętnym trzymałem się (jak zwykle) drążka rozporowego zamontowanego w futrynie drzwi, tylko tym razem drążek wypsnął się, ja go wypuściłem z rąk i wylądowałem plecami na twardej mozaice podłogi przedpokoju! Przypominam, że jestem niepełnosprawnym w stopniu znacznym z powodu pełnej bezwładności nóg w stawach skokowych. Ból rozległy i według mojej oceny w jego skali od 4 do 8 - 9 w zależności od miejsca. Doczołgałem się (kilka metrów) na łokciach i pupie do łóżka. Czy czegoś nie złamałem? Czy nie naruszyło to mojej stabilizacji kręgosłupa? Obawy, obawy i stały ból. Następnego dnia karetką do poradni chirurgicznej. Odesłał (pomimo mojego uprawnienia z racji niepełnosprawności) na SOR... Dalej z mojej opinii o szpitalu: W chełmskim szpitalu leczony byłem kilkakrotnie. Najdłużej leżałem kilkanaście lat temu - ponad trzy tygodnie. Mimo wielu badań (wszystkich możliwych do wykonania w Chełmie, niektórych powtarzanych) i udziału w diagnozowaniu kilku specjalistów, wysłano mnie do Lublina, gdzie przeszedłem operację kręgosłupa i zdiagnozowano moją chorobę. Później jeszcze czterokrotnie "odwiedzałem" (za każdym razem ze sprawnym i szybkim przyjęciem oraz pozytywnym skutkiem), odziały chełmskiego szpitala. Po 2010 roku czterokrotnie byłem na SOR-ze. Pierwsze trzy razy sprawnie, szybko: dwa razy oddział, raz po podaniu leków do domu. Ostatnio, 05.08.2019 koszmar! 04.08 w godzinach wieczornych uległem wypadkowi podczas ćwiczeń usprawniających w mieszkaniu. Upadłem na plecy tłukąc tył tułowia od pośladków po łopatki. Początkowo nie czułem bólu poza pośladkami i prawym bokiem, nawet usnąłem. Rano telefoniczna konsultacja z lekarzem POZ z obawą uszkodzenia mojej stabilizacji kręgosłupa i dolnych żeber (nasilający się ból!). Karetka, poradnia chirurgiczna - nie pomogło nawet to, że jestem niepełnosprawnym w stopniu znacznym: "przyjmę tylko 10 osób, proszę jechać na SOR". Po kilku minutach pielęgniarka prosi do sali TRIAGE (już myślałem, że jestem już co najmniej w UK). Pewnie ten napis by "selekcja" nie kojarzyła się z Majdankiem lub polem wojny. Po ok. 2-3 godzinach skierowanie na RTG. Tam sprawnie, szybko ale brudno! Tuż za aparatem na wysokości mojej szyi, bo ze względu na moją ułomność musiałem się gdzieś "ułapić". Palce dłoni czarne - żona musiała pomóc umyć mi na SOR-ze. Następne 2 godziny na wyniki RTG. Na szczęście wszystko całe, chociaż boli. Cały czas na wózku! Lekarz - niech pan wstanie. Nie wstanę, bo nie mogę. Pomaga tylko po to, bym usiadł na chwilę na leżance. Mnie to nic nie pomogło, ale lekarz - zapalenie stawów (sic!). Totalna bzdura. Kompromitacja - przynajmniej by nie mówił tego głośno. Po 6,5 godzinach w domu. Aha! Wcześniej trzy miesiące przy czekaniu na USG, pani lekarka też nie uwzględniła moich uprawnień (jak i na SOR-ze) ale USG wykonane i opisane profesjonalnie! Zdrowia czytającym! Z głębi serca!!!

Komentarze