Zdzisław Muda BLOG

"Życie ze szpiczakiem"

Wczoraj do ciebie nie należy. Jutro niepewne... Tylko dziś jest twoje. – Jan Paweł II

Wpis 27 - W dwunastą rocznicę

Wspomnienie: ten dar z niebios zesłany, przywoła zawsze obraz zapomniany.

2018-12-08 201

         07 grudnia 2006 na wniosek mojego lekarza z Chełma, karetka zawiozła mnie do PSK nr 4 celem pobrania z mojego kręgosłupa materiału do badań. Na izbę przyjęć do mnie przyszło dwóch młodych doktorów z oddziału traumatologii. Zobaczyli tylko jedo zdjęcie RTG z destrukcją trzonu kręgowego L1 i zadecydowali: kładziemy pana na oddział; tu potrzebna stabilizacja kręgosłupa i przy okazji pobranie materiału do badań. Tak też się stało. Świadkami tego byli moi ziomkowie. Ja również się bardzo ucieszyłem, ale tego nie okazywałem. Podziękowałem ratownikom medycznym z karetki i odesłałem do Chełma. Za kilka minut znalazłem się na sali chorych. Tu byli chorzy przede wszystkim z amputacjami. Młodzi chłopcy (20 - 25 lat) i ich najbliżsi przeżywali  w ciszy swoje dramaty. Przy moim łóżku pojawiła się pielęgniarka (wspaniała kobieta!) by pobrać krew do analizy. W następnych dniach były inne badania (RTG, CT). 11 grudnia mój doktor szukał możliwości wejścia w grafik bloku operacyjnego. Następnego dnia przyszedł do mnie anestezjolog i oznajmił, że dzisiaj będzie robiona stabizacja kręgosłupa i pobranie materiału do badań. Tak też się stało! Po stosownym upływie czasu znalazłem się na swoim łożu boleści. Było to 12 grudnia 2006 roku. 21-go przywieziono mnie do mojego mieszkania (domowego więzienia). Tutaj świętowałem do 03 stycznia 2007 roku, kiedy to zawieziono mnie do PSK nr 4. Tam pozbyłem się ostatnich szwów i otrzymałem skierowanie, gdy zdiagnozowano u mnie szpiczak, do COZL  na radioterapię i drugie do PSK nr 1 na chemioterapię. Więcej o tym w następnych wpisach. Pozdrawiam serdecznie. 

Komentarze